Temat: " Jestem marynarzem załogi Magellana. Wypływam w podróż w nieznane. Opisz w formie pamiętnika." 9 marca Anno Domini 1521 Często zastanawiam się co tak naprawdę pchnęło mnie do uczestnictwa w tej przeklętej wyprawie. Nie znam określenia, które równie wiernie oddawałoby wydarzenia , które rozegrały się na pokładzie pięciu okrętów o wdzięcznych nazwach: "Trynidad", "Santiago", "Victoria", "San Antonio" oraz "Concepcion". Kiedy 20 września 1591 roku, ja - Migiel Sanchez wchodziłem na pokład okrętu dowodzonego osobiście przez Ferdynanda Magellana byłem pełen podziwu i radości. Obiecywano nam pieniądze i sławę. Tak, jestem próżnym człowiekiem. Chciałem zakosztować dobrodziejstw tego świata. Ale któżby nie chciał? Nie mogłem przewidzieć, że wydarzenia przybiorą fatalny obrót. Opuściliśmy port San Lucas i kiedy płynęliśmy wzdłuż linii brzegowej nowo odkrytego kontynentu na statkach wybuchł bunt. Dowódcy poszczególnych okrętów nie mogli się ze sobą porozumieć. Bardzo rozzłościło to Magellana który stłumił zamieszki bardzo krwawo. Kazał publicznie poćwiartować ciało jednego z dowódców, Luisa de Mendozy, a innego powiesić na najwyższym maszcie. Nie uważam by sobie na to zasłużyli. Biedni głupcy. Wkrótce po tym wydarzeniu na własne oczy zobaczyliśmy co oznacza określenie kara boska. W otchłań oceanu stoczył się "Santiago". Droga wzdłuż lądu ciągle się przedłużała. Byliśmy niezmiernie zaskoczeni gdy odkryliśmy cieśninę pomiędzy lądem, a Ziemią Ognistą. Tą złowieszczą nazwę osobiście nadał nasz dowódca. Ludzi zamieszkujących te tereny zamiast włosów otaczały ogniste kule! Ich głowy żarzyły się żywym ogniem. Nigdy nie zapomnę tego przeraźliwego widoku. To musiały być czarty tańczące na przeklętej ziemi! Jakież jeszcze potwory spotkamy na swej drodze? Nasza podróż przez cieśninę trwała do 27 listopada 1520 roku. Wypłynęliśmy na pełne morze i obraliśmy kurs na wschód z lekkim odchyleniem na północ. Magellan twierdził, iż wkrótce natrafimy na Moluki i będziemy mogli zgromadzić nowe zapasy. Podróż przez otwarte morze trwała jednak w nieskończoność! Zaczęło brakować nam słodkiej wody i pożywienia. Nasze dziąsła przeraźliwie krwawiły… Boże, zabieraliśmy nawet jedzenie najsłabszym. Zachowywaliśmy się jak zwierzęta w śmiertelnym amoku. Z tego okresu nie pamiętam niczego innego poza głodem i przeraźliwą ciszą. Spokój oceanu doprowadzał nas do postradania zmysłów - "El mar pacifico" - taką nazwę nadał mu Magellan. Zbawienny okazał się dla nas dzień 25 stycznia 1520 roku. Natrafiliśmy na pierwsze niezamieszkałe wyspy. Czym prędzej zabraliśmy zapasy i podliczyliśmy starty. Wielu z moich współtowarzyszy umarło w czasie straszliwej tułaczki. Płynąc wzdłuż linii brzegowej wysepek nie natknęliśmy się na jakikolwiek znak życia poza rekinami. Przerażające stworzenia. Dopiero po trzech miesiącach od wypłynięcia na pełne morze natrafiliśmy na dzikie plemiona. Wczoraj stoczyliśmy krwawą walkę z jednym z nich. Ci brudni dzikusi wdrapali się na nasz okręt i zaczęli okradać z zapasów i przedmiotów codziennego użytku! Co oni sobie myśleli! Że pokonają przedstawicieli dzielnego narodu hiszpańskiego? Jestem coraz bardziej zmęczony tą wyprawą...
22.05.2007. 13:30
This article hasn't been commented yet.
Write a comment
* = required field